Od dawna zadaję sobie pytanie: "kiedy to tak właściwie się zaczęło?". Jednak z moich rozmyślań wynika, że trzeba by było zacząć rozważania od naprawdę samego początku. Nikt tak do końca nie potrafi mi powiedzieć kim byli moi rodzice. Porzucili mnie w szpitalu zaraz po narodzinach. Słyszałam plotki, że byłam nieszczęśliwym wypadkiem jednej z pań z okolicznego burdelu, ale myślę, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach, chociaż pięknie by się to wkomponowało w resztę mojego życia. Błąkałam się po rodzinach zastępczych, jakoś nikt nie potrafił ze mną zostać na dłużej. Sprawiałam masę problemów, jednak byłam tylko dzieckiem. Już jako 5-letnia dziewczynka nie umiałam usiedzieć w miejscu i potrafiłam robić sobie wycieczki do okolicznych wiosek. Świat wydawał mi się niesamowicie piękny i ciekawy. Jednak moja ciekawość kończyła się w szkole, dlatego nie byłam żadną prymuską, a przeciętnym uczniem... może nawet w pewnych kwestiach byłam gorsza od rówieśników, ale tylko ze względu na moje lenistwo. Z czasem było tylko gorzej. Jako nastolatka nie potrafiłam się odnaleźć w grupie, znacząco odstawałam od reszty przez brak kochających rodziców, co za tym idzie drogich, markowych ciuchów, kosmetyków, perfum, czasem nawet podstawowych środków do higieny, ale zawsze sobie w tym temacie radziłam. Rodzice zastępczy się zmieniali, a ja powoli dorastałam. Pojawił się okres, piersi mi urosły, przez to, że nigdy nikt nie rozpieszczał mnie żadnymi słodyczami ani fast foodami, miałam naprawdę zadbane ciało, długie lekko falowane blond włosy, czystą jasną skórę bez żadnych niedoskonałości, długie smukłe palce.
Byłam już w trakcie szkoły średniej, kiedy to ukończyłam 18 rok życia. Dla wszystkich moich rówieśników był to powód do radości, ja jednak wiedziałam, że jak tylko wrócę do domu to zastanę walizki. "Rodzice" przestali dostawać za mnie pieniądze, jako że już byłam pełnoletnia. Po zakończonych zajęciach, poszłam spokojnym krokiem do mieszkania opiekunów. Nikogo nie zastałam. Na blacie kuchennym widoczna była jedynie kartka z napisem: "Masz 3 godziny. Spakuj ewentualne rzeczy w torbę obok i wychodząc zaklucz mieszkanie, a komplet kluczy wrzuć do skrzynki na listy. Dziękujemy za współpracę." - a więc nawet nie zasłużyłam na jakieś pożegnanie, ale cóż od zawsze wiedziałam, że byłam dla tych ludzi tylko formą dodatkowego dochodu. spakowałam trochę ciuchów, szczotkę i szczoteczkę, co po niektóre zeszyty i wyruszyłam zgodnie ze wskazówkami. Już wiedziałam, że szkoły nie ukończę albo przynajmniej będzie to bardzo utrudnione. Właściwie to szkoła była aktualnie moim najmniejszym problemem. Nie miałam gdzie się podziać, ale wiedziałam jedno - na pewno nie zostanę w tym mieście. Skoro już muszę o sobie decydować to niech to będzie moja pierwsza słuszna decyzja. I tak wsiadłam w pierwszy lepszy pociąg, wydając moje jedyne pieniądze jakie miałam na bilet jak najdalej stąd, ku większemu miastu.
Na moje nieszczęście zasnęłam podczas jazdy i straciłam resztę rzeczy. Nie wierzę, jak można mieć takiego pecha, żeby zostać okradzionym z samych starych znoszonych ciuchów. Złodziej musiał sam się zawieść, jak zobaczył co ukradł. No nic, wyruszyłam w jedną z ruchliwych dróg, było już ciemno, a więc wolałam nie iść żadnymi pustymi uliczkami, bo po 18 latach życia nawet bez przestróg kochających rodziców, byłam w stanie stwierdzić, co nie jest zbyt bezpieczne. Miasto zaczynało swoje nocne życie, nie sposób było nie zauważyć co rusz innego dealera narkotyków, a przy nich kobiet w futrach, które prawdopodobnie służyły im tylko jako tanie zaspokajacze potrzeb. Mimo pełnoletności wcale nie czułam się dorosła, możliwe, że to dlatego, że nigdy nie czułam się dzieckiem. Także nie interesowała mnie żadna interakcja seksualna z mężczyznami, z kobietami oczywiście też nie.
Przestałam już oglądać otaczających mnie ludzi, a w oczy rzucił mi się czerwono czarny budynek. Wyróżniał się na tle innych kiczowatych klubów i sklepów wyjątkowym mrokiem, lecz także gustem. Kolejka do tego klubu wydawała się nie kończyć. Usłyszałam rozmowę, że wpuszczają od 21 lat i to za okazaniem dowodu. Nie dość, że wszystkie dokumenty straciłam to jeszcze do tego wieku było mi daleko, ale wiedziałam, że muszę się tam dostać, ciekawość i głupota ludzka nie mają granic. Oczywistym było, że taki klub musi mieć jakieś boczne wejście. Obeszłam budynek dookoła i znalazłam to czego chciałam, drzwi były uchylone. Nie widziałam żadnych kamer także po cichu weszłam. Panował półmrok i wyraźnie było słychać kobiece jęki, a mi ukazało się jedno z futer i kobieca torebka. Oczywiście nie potrzebowałam już wchodzić dalej tym przejściem. Wystarczył mi tylko jej dowód osobisty. Na moje szczęście niejaka 25-letnia Luna Dark także była blondynką, nawet na pierwszy rzut oka, nie widziało się, że to inna osoba, a ja z wyjątkowo podłym dniem. Także cofnęłam się do kolejki, która całkiem zmalała, poczekałam na moją kolej i mimo przenikliwego wzroku ochroniarzy zostałam wpuszczona.
Wnętrze klubu pasowało do jego zewnętrznego wizerunku, czarno - czerwone ściany z czerwonymi refleksami. Czarne kryształowe żyrandole, nadawały całemu miejscu klimatu. Na środku widziałam skąpo ubrane dziewczyny, tańczące przy rurze, co po niektórych klientach oraz parę na barze. Tak do końca klubowo ubrana nie byłam, jednak czarne rurki i już nieco przymały t-shirt i tak robiły robotę. Wystarczyło rozpuścić do tego włosy i prawie, że tam pasowałam. Od kiedy weszłam, czułam na sobie wzrok wszystkich. Było to trochę niepokojące, ale potrzebowałam się rozerwać, więc szłam ku pobocznemu barowi. Usiadłam i dosłownie nie minęła minuta, a już jeden z barmanów dał mi drinka. Ale jak to? ja przecież nie nie zamawiałam. Na mój pytający wzrok puścił mi oczko i wskazał na Panów za jednym z stolików. Tak więc wypiłam szybko i już wiedziałam, że tempo picia troszkę mi pomogło i lekko się wstawiłam. Wstałam i poszłam już pewniejszym krokiem w stronę parkietu, gdyż usłyszałam jeden z lubianych przeze mnie kawałków "kill4me - marilyna mansona". Zaczęłam tańczyć wśród ludzi, z pewnością nie pomogło to z odciągnięciem ode mnie uwagi. Tańczyłam, czułam jakbym tylko ja była na parkiecie, miałam w sobie nagle tyle odwagi, że wskoczyłam na jeden podest z rurą i mogłam robić, co tylko mi się podobało. Wyginałam ciało na rurze lepiej niż niejedna obecna tam tancerka, bawiłam się włosami, lekko podnosiłam koszulkę odkrywając brzuch, nie chciałam nikogo poderwać, ale zachowując się tak jak te wszystkie inne dziewczyny w jakiś sposób czułam się piękna Energia ze mnie nie schodziła, a wręcz zaczęło mi się robić duszno, odeszłam usiąść pod ten sam barek, widziałam uśmiech barmana i mężczyznę w czarnym garniturze, który podążył za mną. Usiadłam i zamglonym wzrokiem mogłam spoglądać na mężczyzn.
- Chyba muszę zwolnić obecną ochronę. - Powiedział rozbawiony mężczyzna w garniturze.
- Patrząc na nią, uważam że odwalili kawał dobrej roboty. - stwierdził Barman.
- Może ta się Makdartowi spodoba, ile jej dałeś? - zapytał elegant, jednak ja już coraz bardziej traciłam kontrolę nad swoim ciałem.
- Tyle, że już reszty rozmowy nie zapamięta.